Powered By Blogger

wtorek, 31 stycznia 2012

story about 'bar mleczny'

 
Dziś przeczytałam parodię bloga Kasi Tusk i wręcz sikałam ze śmiechu haha genialne teksty. Odrazu nasuneła mi się zabawna historia :) Otóż na pewnym zjeździe w Gdańsku zgłodniałyśmy z J., ale ja miałam straszną ochotę na ogórkową ,więc udałyśmy się w poszukiwaniu jakieś miejscówki gdzie takową zupke bym dostała. Trafiłyśmy do genialnego baru mlecznego -nigdy w życiu go nie zapomnę. Ilekroć pomyśle o nim ,ta myśl odbiera mi chęci na jedzenie. Nie mieli mojej ogórkowej to skłoniłam się na barszcz ukraiński +kompot, J. wzieła kaszę gryczaną z sosem pieczarkowym i pieczeń bodajże haha zadowolone siadamy do stolika.Ja patrze na moja tace i mówię "ja tego nie zjem i nie dlatego,że jestem jakąś primadonną " Raczej nie mam francuskiego podniebienia ,ale sam widok tej zupy w tym talerzu był nie smaczny ,a mówią,że głodny wszystko zje. J. dubała w kaszy nagle wyciaga coś z tego sosu i mówi do mnie "co to?" ja się temu przyjrzałam i odpowiadam "jak dla mnie to,to jest makaron" haha faktycznie to był makaron ..Szybko stamtad wyszłyśmy zostawiając swoje tace ,bo nawet ich nie odniosłyśmy. Jedynym plusem tej jadłodajni był kompot mm bardzo dobry :D  Jutro kolejny ważny dzień.. eh niech mnie ktoś uderzy mocno w głowe ,bo znowu czuje ,że nie mam ochoty o to walczyć tylko najzwyczajniej się poddać ,nienawidze walczyć o swoje , mam już dośćtej wojnny ,dziś odczuwam jej skutki.Nie mam siły wstać z łóżka jest przerażona :(

poniedziałek, 30 stycznia 2012



Musisz tego chcieć, nie zasłaniać sobie oczu tęsknotą, nie przywracać wspomnień, nie rozczulać się co sekundę i mówić, jejku jaki on był cudowny. Tego kwiatu jest pół światu, są osoby, które mają milion pięćset razy lepszy dotyk, usta i w ogóle, zachowają się dojrzalej, nie podkulą ogona i nie powiedzą, że potrzebują rozrywki! Miłość zastępuje wszystko i gdyby chciał z Tobą być tak jak Ty z nim - to byłabyś dla niego odskocznią, szaleństwem, całym światem. Bądźmy dużymi dziećmi, do cholery, kurwa.

niedziela, 29 stycznia 2012

maybe. maybe never.


Zawsze mamy jakiś wybór ,nigdy nie ma sytuacji bez wyjścia. Nawet stojąc przed ołtarzem mamy wybór czy chcemy wyjść za mąż za tego mężczyzne ,czy też nie. Gorzej jest w nie pewnych sytuacjach. Ja nie zawsze dokonuje w swoim życiu dobrych wybór ,a póżniej muszę się męczyć ,bo wkońcu tego chciałam takiego dokonałam wyboru. Z biegem czasu dopiero zauważam wszystkie defekty i to,że kierowałam się złymi wartościami. Pamiętam jak ponad rok temu moja przyjaciółka mi powiedziała Monia nie kieruj się sercem,najważniejsze by mężczyzna miał szacunek do kobiety ,bo przez serce nie raz przyjdzie Ci płakać i miała racje ,choć tedy tego nie rozumiałam i doszukiwałam się wtedy jej złych intenscji myślałam,że ona poprostu nie życzy mi szczęścia. Najwyraźniej powiedziała mi coś czego ja nie chciałam usłyszeć więc wypierałam jej słowa,ale one zostały gdzieś we mnie. Zawsze mówiła nigdy nie pozól sobie na taką sytuacje,że będziesz musiała się poniżać i płaszczyć przed jakimkolwiek facetem. Eh żebyś ty teraz wiedziała ,że wewnętrzna walka z tym co się czuje ,a myśli jest straszna do przejścia.


Czeka mnie teraz strasznie cięzki tydzień od którego zależy moja przyszłość i muszę dać 100% siebie. Mianowicie jutro czeka mnie kolejna rozmowa o pracę ,poważniejsza oferta i naprawdę boję się ,że znów będę miała podcięte skrzydła ,a nienawidzętego uczucia ,gdy ktoś z góry zakłada ,że sobie nie poradzę. Zobaczymy jak mi pójdzie ,3majcie kciuki. O następnych wydarzeniach poinformuje was po fakcie . ;)

sobota, 28 stycznia 2012

Cd



Obiecałam dokończyć to co zaczełam na temat mojej drogi zgubienia wagi. Cóż mogę powiedzieć zawsze ważyłam mniej wiecej 55kg ,czasem 52 różnie to bywało wiadomo ;] Potem zaczełam tyć w bardzo szybkim tempie i nie umiem znaleźć przyczyny. Pamiętam jak siedziałam na lekcji i spodnie tak mnie obcierały ,że nie mogłam wysiedzieć ,aż wkoncu je odpiełam i miałam obszurowane do krwi :( Musiałam zacząć kupować większe ciuchy ,bo rozmiar 36 był stanowczo za mały zdarzało się tak,że jak kupiłam spodnie to miałam je 2 tygodnie ,bo obcierały się między udami ,i trzeba było je wyrzucać. Byłam strasznie nie wymiarowa , moje piersi osiągneły skandalicznie wysoki rozmiar.. i  w żaden sposób nie mogłam ich zatuszować. Po studniówce w komentarzach na profilu mojego kolegi z klasy , mój kolega napisał :" No Moni się trochę przytyło" i to mnie wtedy dobiło cały wieczór przepłakałam i wtedy postanowiłam wziąść się za siebie i dać z siebie 100% byle tylko być chudą,i tak się zaczeła moja droga. Na początku zmieniłam swoje nawyki żywieniowe czyli zero alkoholu,słodyczy,smażonych rzeczy,chleba,ziemniaków no powiedzmy ,że w porównaniu do tego jak jadłam to to była głodówka. Moje odchudzanie zamieniło się w obsesje, która wyniszczyła mój organizm tak bardzo ,że nie umiem doprowadzić go do porządku i chociaż jem już normalnie i wcale się nie odchudzam nie mogę przytyć.. może dlatego,że jeszcze wciąż się tak naprawdę hamuje.Nie napiszę ,ani też nie powiem tego nikomu jak to się stało,że tak schudłam ,bo nie ma się tu czym chwalić. W akcie desperacji robimy dużo różnych głupich rzeczy ,a tym bardziej jak na czymś nam zależy.
Ostatnio w internecie znalazłam diete baletnicy podobno się na niej chudnie ,ale czym naprawdę musimy sobie wyrządzać taką krzywdę za cenę tego,żeby się dobrze czuć ,żeby się podobać sobie i innym? Hm ja nie akceptuje siebie ani zewnętrznie ani też wewnętrznie. I nie wiem co mogłoby sprawić,żebym uwierzyła w swoje własne JA. Dziewczyny jeśli chcecie schudnąć naprawdę nie niszcząc swojego organizmu zapiszcie się na jakiś wodny aerobik ,pochodźcie na siłownie i udajcie się do dietetyka,bo diety te tzw. "słynne stosowane przez celebrytów" to jeden wielki shit.




xoxo

piątek, 27 stycznia 2012

Papusiak


Zima? jaka zima? Monik dzisiaj włączyła sobie farelke i udawała,że jest gorąco na dworze.. załozyła kiedyś zakupiony w lumpeksie strój kąpielowy i słuchała hitów lata :D haha mała szajba czasem musi być . :D Bez niej życie byłoby strasznie nudne ;) a tak wgl to zauważyłam,że nie jestem kobieca,że przez swoją manie  chudości straciłam swoje wszystkie najlepsze atuty. Nie mam nawet czym się pochwalić ,bo cycki mi zanikły hehe :D choć z tego się akurat cieszę ,bo zawsze miałam wielkie a tak to mam małe pipki i wyglądam jak pływaczka haha no prawie. Obiecałam,że kiedyś napisze posta o tym jak kiedyś wyglądałam,ale jednak zamieszcze zdjęcia , nie będzie trzeba nic pisać na pewno :D


Tak to ja :D waga 65kg wzrost 160  to ja 3 lata temu :P taki mały papusiak :D bywało ze mną różnie raczej nie chce opowiadać o tej okropnej drodze przez jaką musiałam przejść gubiąc 20kg i o strachu ze ta waga jeszcze może wrócić..  Najmniej w swoim życiu ważyłam 43kg jeśli uwierzycie nie głodziłam się..

Miałam wtedy śliczny płaski brzuch i zero cycka :P


Tak wiem zdaniem wielu wyglądam źle ,ale na pytanie czy chce tak wyglądać bez zastanowienia odpowiem,że CHCE!


Oto moje zdjęcie z dzisiaj i spodnie sprzed diety rozmiar 31 jakaś chińska rozmiarówka


Te same spodnie mam na sobie. Zdjęcie jest zrobione po schudnięciu 5kg. czyli waże 60kg na nim.
Teraz muszę kończyć pisanie więc napisze CDN.. ;)

czwartek, 26 stycznia 2012

Sala Samobójców




Po obejrzeniu po prostu nie mogłam się otrząsnąć.
Film mega poruszający i szczerze to nieźle działa na psychikę... Najbardziej dotyka to, jaki jest autentyczny, a to o ironio jest też najbardziej przerażające. W każdym razie poszperałam tu i tam i odkryłam wywiad, w którym Jan Komasa(reżyser;>) wspomina, że jego osobistą inspiracją do nakręcenia filmu był artykuł sprzed 2lat zamieszczony w 'Wysokich obcasach'. Ten oczywiście również przeczytałam (oto link ;))  By the way, tekst jest o samobójczyni, redagowany przez jej matkę[...] (kto chce niech przeczyta, bo moim zdaniem tego się po prostu nie da streścić...).

Dużą wspaniałomyślnością wykazał się Komasa, kiedy podczas kręcenia filmu osobiście skontaktował się z matką tej dziewczyny. Sam przyznaje, że to dzięki niej film jest taki autentyczny. Przede wszystkim ona uświadomiła go, że nie wszystkie problemy wynikają z jednego źródła.
W pierwotnej wersji film w 100% obwiniał za śmierć Dominika(Jakub Gierszał) jego (filmowych) rodziców. Pani Malarowska jak widać nieco to skorygowała ;), wyjaśniła mu też, że pomimo, iż bardzo się starała i kochała córkę nie zdołała jej uchronić przed...śmiercią samobójczą.

O przyczynach, skutkach i zapobieganiu temu - można jeszcze wiele debatować, jednak psychologiem nie jestem (i nie zamierzam być;>) więc nie będę się tu mądrzyć. Jedno jest tylko pewne: nie ma dobrego rozwiązania, leczenie jest trudne, a jeśli ktoś ma ochotę pomóc to niech najpierw wyłączy tą cholerną znieczulicę i przestanie patrzeć na innych ludzi, jak na gówno... Cóż to tylko taka moja mała dygresja... 




Ten film wszedł do kin ok.rok temu, a wciąż wzbudza we mnie coraz to większe zainteresowanie i fascynację...
Szczerze? To jest to jeden z naprawdę niewielu polskich filmów, które warte są więcej, niż poświęcenia tych kilku godzin leżenia na kanapie przed telewizorem, czy "siedzenia" na necie i tych kilkunastu złotych wydanych na bilet...
Oglądając film zastanawiałam się, ile osób zrozumie jego przesłanie.
Jak mogę wnioskować po reakcjach niektórych - niewielka garstka.


Gdyby oczy nie płakały
A usta się wciąż śmiały
Gdyby powracały piękne chwile
I trwały
Gdyby lepsze czasy nastały

(...) Gdyby wszelkie bariery pozanikały
Gdyby żadne serduszka nie pękały
Gdyby kary winnych spotykały
Gdyby każdy był wyrozumiały